poniedziałek, 24 maja 2021

Starość

W ciągu ostatnich trzech lat kilka razy mi się zdarzyło, że nagle nie miałem siły na nic, nawet wstanie z łóżka, ubranie się i przejście do kuchni, żeby sobie zrobić kilka kanapek, stawało się ogromnym wysiłkiem, prawie nie do wykonania. Taki stan trwa dzień, może dwa, potem wszystko wraca do normy. Raz rozciągnął się na tydzień, a Linda wtedy tak się o mnie zaniepokoiła, że zmusiła mnie do pójścia do lekarza, chociaż do lekarzy nie chodzę w ogóle, ale zrobiono mi kompleksowe badania, nawet EKG. I nic, wszystko w porządku. Byłem tego pewien, poddałem się jednak temu, żeby uspokoić Lindę, która, jak wiem, czasami się boi, że pewnego dnia po prostu padnę, nagle legnę martwy w wyniku zatrzymania akcji serca. Taka słabość to interesujące zjawisko, człowiek nagle znajduje się na zewnątrz wszystkiego, co wcześniej go zajmowało, a to, co zazwyczaj po prostu się wykonuje, nagle staje się nieosiągalne. Z lękiem myślę o tym, że właśnie tak wygląda starość, tylko że stan ten osiąga się stopniowo. Siły słabną powoli, aż człowiek w końcu znajduje się całkowicie na uboczu, poza dotychczasowym życiem, i nie ma siły, żeby do niego wrócić, a zostało mu do przeżycia jeszcze na przykład ze dwadzieścia lat. Ale co to znaczy żyć? To działać, robić coś i być w samym środku świata. Jeśli człowiek zostaje od tego odsunięty, od działania, robienia czegoś i bycia w środku świata, między nim a światem tworzy się dystans, człowiek obserwuje świat, ale sam nie jest jego częścią, a ów zwrot to początek śmierci. Żyć to być głodnym dni, bez względu na to, czy będą one złe, czy dobre. Umieranie to nasycenie się dniami, kiedy przestają się one liczyć lub kiedy nie mogą się liczyć, bo człowiek nie żyje już w nich, lecz poza nimi. Śmierć w wyniku choroby czy nagłego wypadku to coś innego, inna śmierć, bardziej brutalna dla otoczenia, lecz być może łagodniejsza dla tego istnienia, które się kończy, ponieważ następuje w pół skoku, w samym środku życia, a nie jest czymś w rodzaju blaknięcia poza życiem. Ale oczywiście nie wiem tego na pewno. Możliwe, że sprawy mają się odwrotnie, że najprzyjemniejsze jest właśnie poczucie nasycenia dniami i obserwowanie, jak świat powoli staje się coraz bledszy, coraz lżejszy, aż w końcu całkiem znika i już go nie ma.

Karl Ove Knausgard
Moja walka. Księga 6