poniedziałek, 19 września 2022

W samolocie

Podróżować w dzisiejszych czasach samolotem, niezależnie od tego, jaką linią lotniczą, niezależnie od celu podróży, oznacza, że człowiek przez cały czas trwania lotu jest traktowany jak kawał gówna. Skuleni w śmiesznie małej przestrzeni, z której trudno się wydostać, nie przeszkadzając sąsiadom siedzącym w tym samym rzędzie foteli, od razu słyszymy serię zakazów wydawanych przez stewardesy z przyklejonymi do ust fałszywymi uśmiechami. Gdy tylko wchodzimy na pokład samolotu, natychmiast zabierają nam wszystkie rzeczy i zamykają w schowku na bagaże – do którego, aż do lądowania, nie można mieć pod żadnym pozorem dostępu. Przez cały lot wymyślają najrozmaitsze szykany, uniemożliwiając wszelki ruch i w ogóle jakąkolwiek aktywność, poza tymi, które przewiduje ściśle określony, dość ubogi repertuar: degustacja napojów gazowanych, amerykańskie filmy na wideo, zakupy produktów po cenach wolnocłowych. Ciągłe poczucie niebezpieczeństwa, podsycane obrazami katastrof lotniczych, jakimi żywi się nasza wyobraźnia, narzucony bezruch w ograniczonej przestrzeni wywołują stres tak gwałtowny, że podczas dłuższych rejsów zdarzają się zgony na atak serca. Obsługa samolotu stara się za wszelką cenę zwiększyć ów stres, zabraniając zwalczać go tradycyjnymi metodami. Pozbawieni papierosów i lektury pasażerowie coraz częściej pozbawiani są również alkoholu. Chwała Bogu, te cholerne stewardesy nie przeprowadzają jeszcze rewizji osobistej. Jako doświadczony pasażer, uzbroiłem się w niewielki neseserek, gdzie miałem wszystko, co pozwala człowiekowi przeżyć: kilka dwudziestojednogramowych plasterków z nikotyną Nicopatch, środki nasenne, buteleczkę southern comfort. Zapadłem w niezdrowy sen w momencie, gdy przelatywaliśmy nad byłą NRD.

Michel Houellebecq
Platforma

poniedziałek, 12 września 2022

No Future

Boże chroń królową, faszystowski reżim
Zrobili z Ciebie kretyna, potencjalną bombą wodorową.

Boże chroń królową, ona nie jest ludzkim stworzeniem
W angielskich snach nie ma przyszłości.

Nie pozwalaj im mówić czego chcesz i potrzebujesz,
Nie ma przyszłości, nie ma przyszłości, nie ma dla Ciebie przyszłości.

Boże chroń królową, na serio człowieku
Kochamy naszą królową, Boże chroń.

Boże chroń królową, bo turyści to pieniądze
Nasza przywódczyni nie jest taką, jaką się wydaje.

Och, Boże chroń historię, Boże chroń swoją szaloną paradę
Och, Panie Boże miej litość, wszystkie przestępstwa są opłacone.

Kiedy nie ma przyszłości, skąd może być tam grzech
Jesteśmy kwiatami w śmietniku.

Jesteśmy trucizną w twojej machinie ludzkości,
Jesteśmy przyszłością, Twoją przyszłością.

Boże chroń królową, na serio człowieku
W angielskich snach nie ma przyszłości.

Nie ma przyszłości, nie ma przyszłości, nie ma dla Ciebie przyszłości.
Nie ma przyszłości, nie ma przyszłości, nie ma dla mnie przyszłości.

Sex Pistols
God Save The Queen
tłum. Agnieszka Wolska

wtorek, 6 września 2022

Jest za późno

Rozwiązania pokojowe nie są jasne 
Groźby terrorystów są zmorą naszych czasów 
Nie ma pracy dla młodych ludzi 
Skłaniają się ku zbrodni, ciągnie ich do narkotyków
Okręty wojenne tłoczą się na morzu 
Szesnastolatek idzie do armii
Więzienia są wypełnione na maksa
Dyskryminuje się czarnoskórych
 
Planeta Ziemia w roku 1988 
Planeta Ziemia w roku 1988 
Jest za późno, jest za późno, jest za późno
 
Rosyjskie i amerykańskie machiny wojenne 
Zniszczą sen ludzkości 
Wystrzeliwują pociskami w powietrze
Nie przejmują się, mają to gdzieś 
Partyzantki rządzą ulicami 
Nigdy więcej Bożego Narodzenia, ani cukierka albo psikusa
Czy to jest tym, co przyniesie nam przyszłość? 
Modlę się o pokój bardziej niż o cokolwiek
 
Planeta Ziemia w roku 1988 
Planeta Ziemia w roku 1988 
Jest za późno, jest za późno, jest za późno
 
Rozwiązania pokojowe nie są jasne 
Groźby terrorystów są zmorą naszych czasów 
Nie ma przyszłości dla młodych ludzi 
Nie ma nadziei dla młodzieży 
W bród jest śmiercionośnych bomb 
Bogaci naśmiewają się z biednych 
Więzienia są wypełnione na maksa
Dyskryminuje się czarnoskórych
 
Planeta Ziemia w roku 1988 
Planeta Ziemia w roku 1988 
Jest za późno, jest za późno, jest za późno

Ramones
Planet Earth 1988
tekst Dee Dee Ramone
tłum. tekstowo.pl

wtorek, 16 sierpnia 2022

Wojna

Pokaż mi ludzi, którzy wierzą w swój jutrzejszy dzień, 
Narysuj mi portrety tych, co zginęli na tej drodze. 
Pokaż mi tego, który jeden przeżył z pułku, 
A ktoś powinien stać się drzwiami, 
A ktoś zamkiem, ktoś kluczem w tym zamku. 

Ziemia. Niebo. 
Między Ziemią a Niebem – Wojna! 
I gdzie byś nie był, 
Co byś nie robił – 
Między Ziemią a Niebem – Wojna!

Gdzieś tam są ludzie, dla których jest dzień i jest noc. 
Gdzieś tam są ludzie, dla których jest syn i córka. 
Gdzieś tam są ludzie, dla których teoria ma sens. 
Lecz kto będzie ścianą, kto będzie ramieniem, 
Pod którym zadrży ściana. 

Ziemia. Niebo. 
Między Ziemią a Niebem – Wojna! 
I gdzie byś nie był, 
Co byś nie robił – 
Między Ziemią a Niebem – Wojna!

Wiktor Coj - zespół Kino
tłum. tekstowo.pl

środa, 10 sierpnia 2022

Relacja

Świadomości samego siebie nabieramy poprzez relacje z innym człowiekiem; i to właśnie sprawia, że ta relacja z innym człowiekiem staje się nie do zniesienia.

Michel Houellebecq
Platforma

niedziela, 7 sierpnia 2022

Choroba

Choroba jest rzeczą jak najbardziej ludzką, odparł natychmiast Naphta, bo być człowiekiem, to znaczy być chorym. W samej rzeczy człowiek z istoty swej jest chory. Właśnie choroba robi go człowiekiem – a wszyscy ci, co usiłują go uzdrowić, co chcą go skłonić do pogodzenia się z naturą, do „powrotu do natury” (choć on naprawdę nigdy do niej nie należał), wszyscy ci prorocy regeneracji organizmu, żywienia się surówkami, przebywania na powietrzu, używania kąpieli słonecznych, wszystkie te odmiany Rousseau prowadzą tylko do odczłowieczenia i zezwierzęcenia… Ludzkość? Dostojność? Człowiek jest w najwyższym stopniu oderwany od natury i czuje, że jest jej przeciwieństwem; od pozostałego życia organicznego wyodrębnia go duch. Więc też w duchu, w chorobie leży jego godność i dostojność; jednym słowem, jest on tym bardziej człowiekiem, im bardziej jest chory; i geniusz choroby jest czymś bardziej ludzkim niż geniusz zdrowia. Jest zadziwiające, że ktoś, kto udaje przyjaciela ludzi, zamyka oczy na te podstawowe prawdy ludzkości.

Thomas Mann
Czarodziejska góra

sobota, 6 sierpnia 2022

Małe dzieci

Czy łatwo tutaj, no... tego... mieć dzieci? – zapytałem. Miałem wrażenie, że zadałem niestosowne pytanie, trochę jakbym zapytał, czy łatwo nabyć psa. Prawdę mówiąc, zawsze odczuwałem pewną niechęć, żeby nie powiedzieć wstręt, do małych dzieci; z tego, co na ten temat wiedziałem, to ohydne potworki, srające, gdzie popadnie, i wydzierające się niemiłosiernie; nigdy nie przyszło mi do głowy, by mieć coś takiego. Ale wiedziałem, że większość par robi dzieci; nie jestem pewny, czy są z tego zadowoleni, w każdym razie nie mają odwagi się na to uskarżać. Właściwie, myślałem sobie w duchu, rzucając okiem dookoła po wakacyjnej wiosce, właściwie na tak wielkiej przestrzeni można to sobie było wyobrazić: dziecko mogłoby spacerować między bungalowami, bawić się kawałkami drewna czy czymś takim. Według Andreasa, owszem, tutaj jest wyjątkowo łatwo  mieć dzieci; w Krabi jest szkoła i można nawet dojść tam na piechotę. A dzieci tajskie bardzo się różnią od dzieci europejskich, są o wiele mniej kapryśne i mniej się awanturują. Czują do rodziców respekt bliski uwielbienia, przychodzi im to całkiem naturalnie, stanowi część ich kultury. Za każdym razem, kiedy odwiedzał siostrę w Düsseldorfie, zachowanie siostrzeńców wydawało mu się dosłownie przerażające.

Michel Houellebecq
Platforma

niedziela, 15 maja 2022

Mam dość

Ciągle krzyczysz na mnie, 
Wszędzie ciasno jest, 
Nie można oddychać swobodnie, 
Nie można umrzeć godnie.
 
Jestem już zmęczony, 
Jestem już zmęczony, 
Jestem już zmęczony, 
Mam tak dość. 

To czasy zbrodniarzy, 
Głupców i handlarzy, 
Coraz więcej pustych twarzy, 
Coraz ciaśniej jest na plaży. 

Jestem już zmęczony, 
Jestem już zmęczony, 
Jestem już zmęczony, 
Mam tak dość. 

Ciągle krzyczysz na mnie, 
Wszędzie ciasno jest, 
Nie można oddychać swobodnie, 
Nie można umrzeć godnie.
 
Jestem już zmęczony, 
Jestem już zmęczony, 
Jestem już zmęczony, 
Mam tak dość.

Kryzys
tekst: Maciej Góralski

poniedziałek, 2 maja 2022

Dangervisit

Tyle napisów na ścianach, możesz je wszystkie odczytać? Czy dostrzegasz przez mgłę, kiedy napis jest mały? Czy możesz odczytać co oznacza, czy to ma jakiś sens? Bo to wszystko to banknoty dolarowe i funty, i pens mówią Ci co robić i jakie brać pigułki, kiedy trzymasz głowę w rękach i brzuch cię boli gdzie pójść na świecie, kiedy potrzebujesz zmiany nie martw się o rachunki, to da się załatwić Spraw bym był smutny, uśpij mnie, spraw bym pytał daj mi coś, co uspokoi tę depresję. Daj mi znać co zrobić kiedy wydam moje pieniądze, Daj mi znać jak kombinować i zapłacić czynsz Daj mi znać co robić kiedy znikną mi włosy Daj mi znać kogo zabić, kiedy przyjdzie wojna. Jest kobieta z twych marzeń, rozmawia przez telefon, lepiej wyślij jej wiadomość gdy będziesz sam Spraw bym był smutny, uśpij mnie, spraw bym pytał daj mi coś, co uspokoi tę depresję. Tyle napisów na ścianach... Poczuj, ufaj, bądź posłuszny... śpiewaj razem ze wszystkimi, śpiewaj to Wiesz, ze oni mogą cię zmienić Nie chcę by te marzenia mnie zniszczyły Nie chcę by marzenia mnie ocaliły

Archive
Dangervisit
(tłumaczenie tekstowo.pl)

Herb

 Jeżeli miałbym wymyślić dla Europy Środkowej jakiś herb, to w jednym z jego pól umieściłbym półmrok, a w jakimś innym pustkę. To pierwsze jako znak nieoczywistości, to drugie jako znak wciąż nieoswojonej przestrzeni. Bardzo piękny herb o nieco niewyraźnych konturach, które można wypełnić wyobraźnią. Albo snem.

Andrzej Stasiuk
Moja Europa
Dwa eseje o Europie zwanej Środkową

niedziela, 1 maja 2022

Groza

Gdzieś w przeddzień twojej czterdziestej rocznicy śmierć weszła do twego istnienia jak do własnego domu. Wiedziałeś o niej wcześniej - i co? Była zbyt daleko i dotyczyła wszystkich oprócz ciebie. Mogło to być coś takiego, co zdarza się tylko poza granicami twojego świata. Aż raptem się zjawia, jest jej coraz więcej wokół ciebie, tak, właśnie wokół ciebie. I wtedy przejrzałeś na oczy: od teraz będzie jej coraz więcej. Życie skierowało się na zachód, słońce przysiada w zatokach milczenia - bez niej nie odbędzie się żaden dzień. Spójrz na umarłych: oto są jeszcze tutaj, otoczeni gromnicami i kwiatami, a w rzeczywistości już płyną w swoich łódkach oderwanych od przystani, kołyszą się w swoich tunelach, bez ciężaru, zdziwieni. I na próżno oczekiwać ich powrotu. Zresztą nikt nie czeka. Stało się: ty również nagle uświadomiłeś sobie swoje zawieszenie pomiędzy minus i plus nieskończoność, dołączyłeś do wielu ludzi, do wszystkich, którzy wiedzieli o śmierci i żyli z nią - ukrytą w środku. Przyłączyłeś się do większości, stałeś się jednym z tych, którzy znienacka pojęli, że to naprawdę przerażające („Wiem, tam jest dno studni, piwnica bez promyka światła”, zapisał w notatniku pewien polski agnostyk).
Fizycznie całym sobą odczułeś grozę czasu linearnego (że istnieje tylko jeden strumień, jeden jedyny kierunek ruchu; że nic nie powraca; że nigdy nie wejdziesz do tego samego Dunaju; i że nie zatrzymasz żadnej chwili; i że młodość już nie wróci; że nie mamy żadnego wyboru). Oto prawdziwa przyczyna: nie mamy żadnego wyboru. To właśnie ona - groza.

Jurij Andruchowycz
Moja Europa
Dwa eseje o Europie zwanej Środkową

wtorek, 26 kwietnia 2022

Europa

Mapa Europy przypomina talerz z jakimś nieudanym daniem. Niemiecki kotlet, fura rosyjskich ziemniaków, francuska sałata, włoski szparag, hiszpański deser i brytyjski kompot na popitkę. To tu, to tam wszystko równo upaćkane plamami jakichś sosów. Sos węgierski, sos czeski, rumuńskie sadzone jajko, szwedzko-norweski śledź z dorszem na przystawkę, musztarda Beneluksu, polski szpinak, nadgryziona i pokruszona grecka kromka - jednym słowem niezły pasztet. Gdy patrzę na to z góry, jedyną rzeczą, która przychodzi mi do głowy, jest jakaś porządkująca interwencja albo po prostu wielkie sprzątanie, jak po hucznym i niechlujnym przyjęciu.

Andrzej Stasiuk
Moja Europa
Dwa eseje o Europie zwanej Środkową

sobota, 23 kwietnia 2022

Ekstremistka

Mamo, cześć. Ekstremistką zostałam.

Chodzę z flagą żółto-niebieską,
w Międzygórzu bywałam często,

żywy łańcuch sobą spawałam.

Mamo, wiesz, ekstremistką zostałam.

Śpiewam, że „jeszcze nie zginęła”.

Wierzę też: „bohaterom chwała”.

Wśród lewaków i narodowców 

tyle nocy mi, mamo, minęło.

Ekstremistką się, mamo, stałam.
Za te wszystkie odważne hasła,
za te hełmy, szaliki i maski
na dziesięć lat mnie mogą posadzić,

więc do domu czy zdołam wrócić?

System umie z szczególną wprawą

kruszyć gnaty nasze i żebra,
zatem dzisiaj koniecznie trzeba

chronić ludzi zajętych sprawą.
Po co chować się więc za milczeniem?

Teraz nie mam nic do stracenia.

Mamo, wiesz, ekstremistką zostałam.

 

Olha Perechrest 

***

(przełożyła Hałyna Dubyk)




wtorek, 5 kwietnia 2022

Łódki

rzeka zamarzła i łódki odpływają

tam, gdzie siwa mgła pełznie po lodzie
na brzegu pokrytym boleścią
wściekłość od krwi zupełnie zdziczała woła:

nakarm mnie, nakarm mnie, nakarm


rzeka zamarzła białą gałęzią
ale te łódki wciąż płyną i płyną

ponad żywymi płynie się wąsko

niebiosa na ikonach się złuszczyły

i kruszą się w zaśnieżoną trawę 


Jana Ustymko 

rzeka majdan 

(przełożył Eugeniusz Sobol)


wtorek, 15 marca 2022

Pigwa

W sadzie, przy domu, w którym mieszkała,

rosły morele, wznosiła się odurzająca melisa,
i, gdy dojrzała, z hukiem spadała na ziemię pigwa,

czepiając się podłużnych błyszczących liści,
przez które przezierało niebo, pulchne jak ciasto:
za chwilę spadnie deszcz, łap go przez sito!
Ale spadł grad. Miała dzieciństwo,
a teraz jedynie brak schronienia przed światem,
który rozleciał się jak cegła pamięci obok
siana nieskoszonych snów o minionej zimie.
Ma na sobie sarafan w paski, miedziane włosy

zaplecione w warkocz, niebieskie trampki
na bosych stopach. Matka jest z nią, ojciec, brat,
miała też jechać babcia, ale jej zabrakło siły.
Próbowali coś ze sobą zabrać,
zdążyli ikonę z Chrystusem Frasobliwym.
Ona marzy tylko o końcu wojny,
żeby zagoiły się wrzody-kratery jej miasta rodzinnego.

I boi się kropel deszczu, uderzeń pigwy
cały czas jej się zdaje, że to granaty.


Iryna Sażyńska

Pigwa

(przełożyła Julia Celer)


sobota, 26 lutego 2022

24.02.2022

Adam Mickiewicz
Sonety Krymskie

Stepy akermańskie

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzenka wschodzi?
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

Stójmy! - Jak cicho! - Słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy — tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. — Jedźmy, nikt nie woła!



Burza

Zdarto żagle, ster prysnął, ryk wód, szum zawiei,
Głosy trwożnej gromady, pomp złowieszcze jęki,
Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki,
Słońce krwawo zachodzi, z niem reszta nadziei.

Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry,
Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu,
Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu,
Jak żołnierz, szturmujący w połamane mury.

Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie,
Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada,
Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać.

Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie
I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada,
Albo modlić się umie, lub ma z kim się żegnać.



Ruiny zamku w Bałakławie

Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu,
Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie! 
Dzisiaj sterczą na górach jak czaszki olbrzymie,
W nich gad mieszka, lub człowiek podlejszy od gadu.

Szczeblujmy na wieżycę, szukam herbów śladu;
Jest i napis, tu może bohatera imię,
Co było wojsk postrachem, w zapomnieniu drzymie,
Obwinione jak robak liściem winogradu.

Tu Grek dłutował w murach ateńskie ozdoby,
Stąd Italczyk Mongołom narzucał żelaza,
I mekkański przybylec nucił pieśń namaza.

Dziś sępy czarnem skrzydłem oblatują groby,
Jak w mieście, które całkiem wybije zaraza,
Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby.

poniedziałek, 24 stycznia 2022

Mrok

Chciałam do niego podbiec, lecz stopy grzęzły mi w błocie. To samo błoto utrudniało ruchy również i jemu, ponieważ przy którymś wierzgnięciu poślizgnął się, upadł i zniknął w mroku. Słyszałam jednak jak przeklina, i udało mi się do niego dotrzeć, gdy dźwigał się na nogi. W świetle księżyca dostrzegłam jego twarz, umazaną błotem i wykrzywioną z wściekłości, i zaraz potem złapałam go za ramiona i mocno przytrzymałam. Próbował mnie odtrącić, ale ja nie puszczałam go, aż w końcu przestał krzyczeć i poczułam, że uszła z niego cała wola walki. Zorientowałam się wówczas, że on również obejmuje mnie ramionami. I staliśmy tak razem na skraju tego pola przez dłuższą chwilę, która wydawała się trwać całe wieki, a wiatr wiał i wiał, szarpiąc nas za ubranie, i przez moment zdawało się, że tylko dzięki temu, że się obejmujemy, nie porwie nas w mrok.

Kazuo Ishiguro
Nie opuszczaj mnie

środa, 10 listopada 2021

Słowa i uczucia

Alkohol krążył mi w żyłach. Gdy wracając, wspinaliśmy się drogą wiodącą do cmentarza, pomyślałem, że gwiazdy są jak myśli, chwile, informacje czy wspomnienia, które mam w głowie: nie mogę myśleć o nich wszystkich naraz, lecz mogę wszystkie zobaczyć. Przypominało to nieprzystawalność słów, które miałem w umyśle, do moich fantazji. Słowa nie nadążały za uczuciami i zawsze okazywały się niewystarczające. Uczucia musiały zatem być obrazami, tak jak to rozświetlone niebo, które miałem nad sobą. Odczuwałem cały świat, lecz myślenie o nim było czymś trudniejszym. Dlatego chciałem zostać pisarzem. Podczas pisania będę myślał, a następnie przelewał na papier obrazy i uczucia, których nie umiem wyrazić dopóty, dopóki pozostają tylko w mojej głowie, a co więcej – będę w tym o wiele lepszy niż zachodzący do księgarni znajomi pana Deniza.

Orhan Pamuk
Rudowłosa



niedziela, 7 listopada 2021

Listopad

Gdy znów do mu­rów klaj­strem świe­żym 
Przy­le­piać za­czną ob­wiesz­cze­nia, 
Gdy "do lud­no­ści", "do żoł­nie­rzy" 
Na alarm czar­ny druk ude­rzy 
I byle drab, i byle szcze­niak 
W od­wiecz­ne kłam­stwo ich uwie­rzy, 
Że trze­ba iść i z ar­mat wa­lić, 
Mor­do­wać, gra­bić, truć i pa­lić; 
Gdy za­czną na ty­sięcz­ną mo­dłę 
Oj­czy­znę szar­pać de­kli­na­cją 
I łu­dzić ko­lo­ro­wym go­dłem, 
I ju­dzić "hi­sto­rycz­ną ra­cją", 
O pię­dzi, chwa­le i ru­bie­ży, 
O oj­cach, dzia­dach i sztan­da­rach, 
O bo­ha­te­rach i ofia­rach; 
Gdy wyj­dzie bi­skup, pa­stor, ra­bin 
Po­bło­go­sła­wić twój ka­ra­bin, 
Bo mu sam Pan Bóg szep­nął z nie­ba, 
Że za oj­czy­znę - bić się trze­ba; 
Kie­dy roz­ścier­wi się, roz­cha­mi 
Wrzask li­ter pierw­szych stron dzien­ni­ków, 
A sta­do dzi­kich bab - kwia­ta­mi 
Ob­rzu­cać za­cznie "żoł­nie­rzy­ków". - 
- O, przy­ja­cie­lu nie­uczo­ny, 
Mój bliź­ni z tej czy in­nej zie­mi! 
Wiedz, że na trwo­gę biją w dzwo­ny 
Kró­le z pa­na­mi brzu­cha­te­mi; 
Wiedz, że to buj­da, gran­da zwy­kła, 
Gdy ci wo­ła­ją: "Broń na ra­mię!", 
Że im gdzieś naf­ta z zie­mi si­kła 
I ob­ro­dzi­ła do­la­ra­mi; 
Że coś im w ban­kach nie szty­mu­je, 
Że gdzieś zwę­szy­li kasy peł­ne 
Lub upa­trzy­ły tłu­ste szu­je 
Cło ja­kieś grub­sze na ba­weł­nę. 
Rżnij ka­ra­bi­nem w bruk uli­cy! 
Two­ja jest krew, a ich jest naf­ta! 
I od sto­li­cy do sto­li­cy 
Za­wo­łaj bro­niąc swej krwa­wi­cy: 
"Bu­jać - to my, pa­no­wie szlach­ta!" 

Julian Tuwim
Do prostego człowieka

środa, 1 września 2021

Fantazja

I stojąc tam, patrząc na te przypadkowe śmieci i czując na twarzy podmuchy wiejącego przez puste pola wiatru, tylko ten jeden raz pozwoliłam sobie na małą fantazję, bo byłam w końcu w Norfolku i minęło tylko kilka tygodni od chwili, gdy straciłam Tommy’ego. Myślałam o śmieciach, o trzepoczącym między gałęziami plastiku i o znaczonej najdziwniejszymi przedmiotami linii wybrzeża, a potem, mrużąc oczy, wyobraziłam sobie, że jestem w miejscu, gdzie fala wyrzuciła na brzeg wszystko, co straciłam od dzieciństwa, i że jeśli będę czekała dość długo, na horyzoncie pojawi się malutka postać i stopniowo będzie się powiększać, aż zobaczę, że to Tommy, a on pomacha do mnie i może nawet zawoła. Ta fantazja nigdy nie miała dalszego ciągu – nie pozwoliłam na to – i chociaż po policzkach płynęły mi łzy, nie rozpłakałam się ani nie straciłam nad sobą panowania. Odczekałam po prostu chwilę, a potem wróciłam do samochodu i pojechałam tam, gdzie na mnie czekano.

Kazuo Ishiguro
Nie opuszczaj mnie

środa, 7 lipca 2021

Przeznaczenie

Ale tak to już jest z przeznaczeniem: nie opowiada ci całej historii, tylko ten fragment, który mu pasuje i chcąc cię oszukać, z premedytacją ukrywa właściwe zamiary pod dwuznacznym uśmieszkiem.

Jaume Cabré
Podróż zimowa

Podróż

Wtedy zrozumiał, że nie ma dla niego ratunku, że nigdy nie opuści Wiednia, że życie nie jest drogą ani nawet celem, tylko podróżą, i kiedy znikamy, zawsze dzieje się to w jej trakcie, nieważne gdzie. Jego nieszczęście polegało na tym, że przypadła mu w udziale mozolna podróż zimowa, która doszczętnie wyjałowiła mu duszę.

Jaume Cabré
Podróż zimowa

Słońce

Nie mów mi, że to nieprawda, że słońce kąpie się w morzu.

Feliu Formosa

poniedziałek, 24 maja 2021

Starość

W ciągu ostatnich trzech lat kilka razy mi się zdarzyło, że nagle nie miałem siły na nic, nawet wstanie z łóżka, ubranie się i przejście do kuchni, żeby sobie zrobić kilka kanapek, stawało się ogromnym wysiłkiem, prawie nie do wykonania. Taki stan trwa dzień, może dwa, potem wszystko wraca do normy. Raz rozciągnął się na tydzień, a Linda wtedy tak się o mnie zaniepokoiła, że zmusiła mnie do pójścia do lekarza, chociaż do lekarzy nie chodzę w ogóle, ale zrobiono mi kompleksowe badania, nawet EKG. I nic, wszystko w porządku. Byłem tego pewien, poddałem się jednak temu, żeby uspokoić Lindę, która, jak wiem, czasami się boi, że pewnego dnia po prostu padnę, nagle legnę martwy w wyniku zatrzymania akcji serca. Taka słabość to interesujące zjawisko, człowiek nagle znajduje się na zewnątrz wszystkiego, co wcześniej go zajmowało, a to, co zazwyczaj po prostu się wykonuje, nagle staje się nieosiągalne. Z lękiem myślę o tym, że właśnie tak wygląda starość, tylko że stan ten osiąga się stopniowo. Siły słabną powoli, aż człowiek w końcu znajduje się całkowicie na uboczu, poza dotychczasowym życiem, i nie ma siły, żeby do niego wrócić, a zostało mu do przeżycia jeszcze na przykład ze dwadzieścia lat. Ale co to znaczy żyć? To działać, robić coś i być w samym środku świata. Jeśli człowiek zostaje od tego odsunięty, od działania, robienia czegoś i bycia w środku świata, między nim a światem tworzy się dystans, człowiek obserwuje świat, ale sam nie jest jego częścią, a ów zwrot to początek śmierci. Żyć to być głodnym dni, bez względu na to, czy będą one złe, czy dobre. Umieranie to nasycenie się dniami, kiedy przestają się one liczyć lub kiedy nie mogą się liczyć, bo człowiek nie żyje już w nich, lecz poza nimi. Śmierć w wyniku choroby czy nagłego wypadku to coś innego, inna śmierć, bardziej brutalna dla otoczenia, lecz być może łagodniejsza dla tego istnienia, które się kończy, ponieważ następuje w pół skoku, w samym środku życia, a nie jest czymś w rodzaju blaknięcia poza życiem. Ale oczywiście nie wiem tego na pewno. Możliwe, że sprawy mają się odwrotnie, że najprzyjemniejsze jest właśnie poczucie nasycenia dniami i obserwowanie, jak świat powoli staje się coraz bledszy, coraz lżejszy, aż w końcu całkiem znika i już go nie ma.

Karl Ove Knausgard
Moja walka. Księga 6

poniedziałek, 17 maja 2021

Szlachetność

W czasopismach przestały się ukazywać jego wiersze. Dla ludzi szlachetnych jest nie do pomyślenia, by torować sobie drogę w życiu, równocześnie spychając z niej innych. Wygląda jednak na to, że rzeka czasu coraz potężniejszą falą napiera na ludzi prawych i spycha ich na bok.

Takashi Hiraide
Kot, który spadł z nieba