Jeśli świadomość jest przeżywaniem czegoś, ja jest tym, co domaga się uznania tego przeżycia za własne. To istnieje, mówi świadomość. To jest moje, mówi ja, i również istnieje. Oczywiście nie da się stwierdzić, czy taki stosunek własności pojawia się już u noworodka. Prawdopodobnie jest to proces, dość powolny i zupełnie niezauważalny, który zaczyna się u niemowlęcia, kiedy świat i ludzie wpływają w niemowlę i z niego wypływają, kiedy nie ma podziałów na to, co wewnętrzne, i na to, co zewnętrzne, na sen i jawę, na marzenia senne i rzeczywistość. Niemowlę widzi, ale to, co widzi, nie zatrzymuje się w nim, odpływa. Dotyczy niemowlęcia, lecz ono nie jest tego czegoś właścicielem, ono się w tym czymś unosi i samo jest płynne. Z czasem powtórzeń jest tak wiele, że zaczyna się w nich zarysowywać jakiś wzór, mglista jak zmierzch granica, zaczątek wnętrza i zewnętrza, zaczątek jakiegoś tu i jakiegoś tam, i właśnie w tym wnętrzu, w tym tu, powstaje ja, najpierw ostrożnie i po omacku, potem coraz chciwiej, aż w końcu bierze w posiadanie wszystko, staje się jedynym właścicielem doświadczeń i pełnym głosem oznajmia: Ja! Mnie! Moje! To ja, które dla każdej jednostki jest całkowicie nowe i nieznane, jest również bardzo wrażliwe; cała psychologia wywodzi się w gruncie rzeczy z sytuacji własności i sposobów, w jakie ją przyjęto. Ja podbija wnętrze, utrzymuje się poprzez składowanie wspomnień, trochę tak jak zwierzę utrzymuje się na swoim terytorium, znacząc je odrobiną moczu. Z czasem ja stoi już stabilnie i bezpiecznie, a naruszyć je może jedynie choroba, taka jak schizofrenia i psychoza, albo poważne uszkodzenie mózgu, które potrafi całkowicie przekształcić ja, przy czym charakter ja w oczach poszkodowanego się nie zmienia, chociaż wszystko w nim jest odmienione.
