Duch

...ale to chyba są tylko słowa, a słowa cały czas kłamią, nigdy nie wierzę słowom ani też temu, co sam myślę słowami, myślę, no i myślę, że jedynie w swoich obrazach, kiedy maluję dobrze, udaje mi się coś powiedzieć, tak, odrobinę, o tym, czego doświadczyłem i co wiem, i wtedy też wyraża się to nie przez obraz sam w sobie, nie przez kolory, kształty, przez to wszystko, co jest w obrazie, ani też nie przez to, co obraz w taki czy inny sposób przedstawia, ale właśnie jako osobne połączenie formy i treści w jedno, jako duch, a to połączenie, ten duch jest tak niewidzialny, jak obraz jest widzialny, i właśnie ten duch jest w rzeczywistości obrazem, czyli rzeczywistym obrazem nie jest ani materia, ani dusza, lecz jedno i drugie w tym samym czasie, połączone w to, co w myślach nazywam duchem, i może właśnie dlatego moje dobre obrazy, ba, wszystkie dobre obrazy, mają coś wspólnego z tym, co ludzie religijni mogą nazywać Duchem Świętym, bo duch jest obecny we wszelkiej dobrej sztuce, ma go dobry obraz, dobra poezja, dobra muzyka, a tym, co sprawia, że coś jest dobre, nie jest materiał, materia, i nie jest tym treść, idea, myśl, nie, tym, co sprawia, że coś jest dobre, jest właśnie połączenie materii i formy, i duszy, które staje się duchem, myślę, nie, no znów myślę mgliście, myślę, i przecież już tyle razy o tym myślałem, myślę, że ponieważ w obrazach jest obecny duch, to być może malowanie da się porównać do modlenia się, obrazy to modlitwa, myślę, obrazy, które maluję, to i modlitwa, i spowiedź, i pokuta, podobnie jest z dobrym pisarstwem, tak, na wszelką dobrą sztukę można tak patrzeć, ponieważ wszelka dobra sztuka koniec końców dociera do tego samego...

Jon Fosse
Nowe imię. Septologia VI–VII

Wojna

Raz, dwa, raz, dwa, dziękuję, wam!
Nie ma pokoju / tylko wojna
Zwycięstwo decyduje, kto się myli, a kto ma rację
To nie ustanie / tylko przybierze na sile
Lepiej przygotuj się do walki!
I nie będzie przeprosin
Za odebranie ci życia
Wojna!
Nie ma bólu / obędzie się bez niego
Śmierć stała się Twoim jedynym prawem
A gdy raz zagubisz się / w rozpaczy
Na zawsze czerń, wieczna noc
I nie będzie przeprosin
Za odebranie ci życia
Wojna... Niszczyciel...
Wojna... Niszczyciel...
Nie ma potrzeby usprawiedliwiać
Odebrania ci życia
Wojna... Niszczyciel...
Wojna!

Linkin Park
War
tłum. tekstowo.pl TheFlash

Ego

Jeśli świadomość jest przeżywaniem czegoś, ja jest tym, co domaga się uznania tego przeżycia za własne. To istnieje, mówi świadomość. To jest moje, mówi ja, i również istnieje. Oczywiście nie da się stwierdzić, czy taki stosunek własności pojawia się już u noworodka. Prawdopodobnie jest to proces, dość powolny i zupełnie niezauważalny, który zaczyna się u niemowlęcia, kiedy świat i ludzie wpływają w niemowlę i z niego wypływają, kiedy nie ma podziałów na to, co wewnętrzne, i na to, co zewnętrzne, na sen i jawę, na marzenia senne i rzeczywistość. Niemowlę widzi, ale to, co widzi, nie zatrzymuje się w nim, odpływa. Dotyczy niemowlęcia, lecz ono nie jest tego czegoś właścicielem, ono się w tym czymś unosi i samo jest płynne. Z czasem powtórzeń jest tak wiele, że zaczyna się w nich zarysowywać jakiś wzór, mglista jak zmierzch granica, zaczątek wnętrza i zewnętrza, zaczątek jakiegoś tu i jakiegoś tam, i właśnie w tym wnętrzu, w tym tu, powstaje ja, najpierw ostrożnie i po omacku, potem coraz chciwiej, aż w końcu bierze w posiadanie wszystko, staje się jedynym właścicielem doświadczeń i pełnym głosem oznajmia: Ja! Mnie! Moje! To ja, które dla każdej jednostki jest całkowicie nowe i nieznane, jest również bardzo wrażliwe; cała psychologia wywodzi się w gruncie rzeczy z sytuacji własności i sposobów, w jakie ją przyjęto. Ja podbija wnętrze, utrzymuje się poprzez składowanie wspomnień, trochę tak jak zwierzę utrzymuje się na swoim terytorium, znacząc je odrobiną moczu. Z czasem ja stoi już stabilnie i bezpiecznie, a naruszyć je może jedynie choroba, taka jak schizofrenia i psychoza, albo poważne uszkodzenie mózgu, które potrafi całkowicie przekształcić ja, przy czym charakter ja w oczach poszkodowanego się nie zmienia, chociaż wszystko w nim jest odmienione.

Karl Ove Knausgård
Trzecie królestwo

Schronienie

Najgorszy był ten skandal, w który został wciągnięty, pojawiając się teraz już niemal codziennie na stronach tych szmatławców, tych kloacznych mediów. Rozgoryczony zadał sobie pytanie: „I na co ci się zdał twój mały azyl, twoje schronienie wśród książek, grafik, płyt, tych wszystkich rzeczy pięknych, wyrafinowanych, subtelnych, inteligentnych, kolekcjonowanych z takim zapałem w głębokiej wierze, że w tej mikroskopijnej ostoi cywilizacji obronisz się przed prostactwem, płytkością, głupotą i pustką?”. Jego dawna idea, że pośród burzy trzeba wznosić takie wyspy czy fortece kultury, opierające się barbarzyństwu otoczenia, nie sprawdziła się. Skandal wywołany przez Ismaela i hieny wsączył swój kwas, swą ropę, swój jad do jego gabinetu, tego terytorium, na którym od wielu, wielu lat – dwudziestu, dwudziestu pięciu, trzydziestu? – chronił się, by żyć prawdziwym życiem. Życiem dającym wytchnienie od polis i umów ubezpieczeniowych, intryg i małostkowości lokalnej polityki, od żebraniny i kretynizmu ludzi, z którymi był zmuszony obcować na co dzień. Teraz, w trakcie tego skandalu, na nic zdawało się szukanie samotności w gabinecie. Próbował to zrobić poprzedniego dnia. Włączył płytę winylową z pięknym nagraniem, oratorium Arthura Honeggera Król Dawid, wykonanym w samej katedrze Notre Dame w Paryżu, które zawsze go wzruszało. Tym razem ani przez chwilę nie był w stanie skoncentrować się na muzyce. Był rozkojarzony, pamięć podpowiadała mu obrazy i zmartwienia ostatnich dni, dreszcz obrzydzenia, przypływ żółci za każdym razem, gdy odkrywał swoje nazwisko w wiadomościach, o których, choć nie kupował tych czasopism, donosili mu znajomi albo które komentowali z uporem maniaka, zatruwając życie jemu i Lukrecji. Musiał wyłączyć adapter i siedzieć przez chwilę bez ruchu z zamkniętymi oczami, słuchając bicia serca, ze słonawym posmakiem w ustach. „W tym kraju nie sposób zbudować ostoi cywilizacji, choćby mikroskopijnej”, zakonkludował. „Prędzej czy później barbarzyństwo zrówna to wszystko z ziemią”. I po raz kolejny powiedział sobie, jak zawsze w przypływie przygnębienia, że bardzo się pomylił za młodu, kiedy postanowił nie emigrować i zostać tutaj, w Limie Okropnej, przekonany, że uda mu się zorganizować życie w taki sposób, żeby – choć ze względu na konieczność zarabiania na życie będzie musiał spędzać wiele godzin dziennie wśród głośnych Peruwiańczyków z wyższych sfer – żyć tak naprawdę w tej enklawie, czystej, pięknej, wzniosłej, utworzonej z rzeczy idealnych, którą zbuduje sobie jako alternatywę dla codziennego jarzma. Wtedy właśnie sformułował ideę ostoi ratunkowych, zgodnie z myślą, że cywilizacja nie jest i nigdy nie była ruchem, ogólnym stanem rzeczy, atmosferą ogarniającą całe społeczeństwo, lecz niewielkimi cytadelami wznoszonymi w czasie i przestrzeni, stawiającymi ciągły opór tej sile instynktownej, gwałtownej, tępej, szpetnej, niszczycielskiej, bestialskiej, która władała światem i która teraz dostała się do jego domu.

Mario Vargas Llosa
Dyskretny bohater

Tworzyć

Niebo było już całkiem błękitne, promienie słońca zalewały świat. Przy jednej z wysepek kołysał się na wodzie kuter rybacki, pewnie wybierano sieci. Na świecie pełno jest ludzi, którzy wiedzą, co robią. Którzy potrafią. I nie lubią takich, którzy nie potrafią. Jaki jest sens być człowiekiem, jeśli się nic nie potrafi? – pewnie tak myśleli ci ludzie w swoich twardych umysłach. Ale bezradność też potrafi być przyjacielem. Tylko ten, kto nie wie, jakie coś powinno być, jest w stanie tworzyć.

Karl Ove Knausgård
Trzecie królestwo

Sny

Ale z chwilą gdym zdołał zasnąć - w tej prawdomówniejszej godzinie - gdy oczy moje zamknęły się dla zewnętrznych zjawisk, świat snu (na którego progu inteligencja i wola, chwilowo porażone, nie mogły mnie już wydzierać okrucieństwu moich prawdziwych wrażeń) odbił, załamał, w nareszcie ograniczonej i obecnie przezroczystej głębi tajemniczo oświetlonych trzewi, bolesną syntezę trwania i nicości. Świat snu, gdzie nasza podświadomość, zależna od zaburzeń organów, przyspiesza rytm serca lub oddechu, ponieważ ta sama doza przestrachu, smutku, wyrzutu, wstrzyknięta tak w nasze żyły, staje się stokroć silniejsza; z chwilą gdy, aby przebiec arterie podziemnego miasta, płyniemy na czarnej fali własnej krwi - jak po wewnętrznej Lecie o sześciokrotnych skrętach - zjawiają się nam wielkie uroczyste postacie, nawiedzają nas i opuszczają, zostawiając nas we łzach.

Marcel Proust
Sodoma i Gomora

Starość

Na koniec chciałbym cię spytać o starość. Czy starość ma jakieś zalety? 

Kiedy byłem w pełni sił, to się dziwiłem, że starzy ludzie jęczą. Podziwiałem ich krzepkość, doświadczenie i mówiłem, że starość jest piękna. A teraz, kiedy się już zapoznałem z tematem, to widzę, że starość jest zwyczajnie konieczna i trzeba się z nią pogodzić. Najgorzej, kiedy cierpią i umierają bliscy. Najpierw cię zostawiają najbliżsi, potem się nagle oglądasz i z twojego rocznika żyje jeszcze tylko trzech. Każdy z nas pokrzykuje: „No jeszcze ciągnę". No pewnie: ciągniesz, ciągniesz.. Co tu dużo gadać. Starość jest kurewska.

Józef Wilkoń
Lustro i promyk



Kochać

Kochać, kochać to czasownik
Kochać to sprawcze słowo
Nieustraszona w swoim oddechu
Subtelna chęć
Wstrząsa mną, sprawia że jestem lekka
Nieustraszona w swoim oddechu
Łza w ogniu
Nieustraszona w swoim oddechu
Dziewięć nocy problemów
Czarne kwiaty kwitną
Nieustraszona w swoim oddechu
Czarne kwiaty kwitną
Nieustraszona w swoim oddechu
Łza w ogniu
Nieustraszona w swoim...
Woda w moim oku
Najwierniejszym lustrem
Nieustraszona w swoim oddechu
Łza w ogniu spowiedzi
Nieustraszona w swoim oddechu
Najwierniejszym lustrem
Nieustraszona w swoim oddechu
Łza w ogniu
Nieustraszona w swoim oddechu

Zataczasz się w ciemności
Zataczasz się w ciemności

muzyka i słowa: Massive Attack
Teardrop
tłumaczenie: tekstowo.pl/niko15


Zeig Dich

Exmustamus Cruchifixus Murisuri Exstraspection, ach Exsmustamus Cruchifixus Lumine Exstraspection [Oni] Pragnienie przeklinają; Pokusę potępiają; Potępienie obiecują; Ciężkie zbrodnie popełniają; Obietnicę głoszą; Odpuszczenie grzechów; Szerzą się i mnożą; W imię Pańskie to wszystko; Ukaż siebie!; Rezygnują z krycia się; Palą i niszczą; Antykoncepcji zakazują; Przykazania rozrzucają; Prześladowania głoszą; I odpuszczenie grzechów; Szerzą się i rozmnażają; W imię Pańskie to wszystko; Ukaż siebie!; Ukaż siebie!; Nie kryj się!; Ukaż siebie!; Bez Ciebie światło gubimy!; Ukaż siebie!; Aniołów żadnych nie widać; I żaden Bóg się nie objawia; Tylko niebo czerwone od krwi; Uchybienia ścigają; Za uwiedzenia płacą; Przyjemność potępianą; Zakłamaną i zepsutą; Tak niechcący sobie; Na dzieci przenoszą; Rozszerzają i mnożą; W imię Pańskie to wszystko; Ukaż siebie!; Ukaż siebie!; Nie kryj się!; Ukaż siebie!; Bez Ciebie światło gubimy!; Ukaż siebie!; Aniołów żadnych nie widać; I żaden Bóg się nie objawia; Tylko niebo czerwone od krwi; Exmustamus; Cruchifixus; Murisuri; Exstraspection; Exsmustamus; Cruchifixus; Lumine; Exstraspection; Ukaż siebie!

muzyka i tekst: Rammstein
Zeig Dich 
tłumaczenie: Zofia2507 (tekstowo.pl)

Czas płynie

Miesiące płynęły wolno, jeden za drugim, bezbarwne, bezsensowne, i uznany muzykolog obojętnie przyjmował pochwały, nagrody, wyróżnienia, podziw kolegów oraz wśród podróży, uroczystości na jego cześć i konferencji, których unikał, kiedy tylko mógł. On, który nie potrafił zapomnieć, spędzał czas, ocalając innych od zapomnienia. Najbardziej lubił siedzieć przy oknie, czy padał deszcz czy śnieg, czy opadały liście, czy świeciło słońce, i denerwował się, zniecierpliwiony, że czas tak wolno płynie.

Jaume Cabre
Podróż zimowa

Karty historii

Miałem 16 lat gdy poszedłem na wojnę, By walczyć o kraj godny bohaterów, Z Bogiem u boku i karabinem w dłoni, Goniąc koniec swoich dni, I maszerowałem i walczyłem i krwawiłem i umarłem, I nigdy nie stałem się starszy, Ale wiedziałem wtedy, że rok na froncie To wystarczająco długie życie dla żołnierza, Wszyscy zgłosiliśmy się na ochotnika i wpisaliśmy nasze imiona, I dodaliśmy po dwa lata do wieku, Skorzy do życia i chętni do tej gry, Gotowi na karty historii, Biliśmy się i walczyli, dupczyliśmy do resztek sił, Dziesięć tysięcy ramię w ramię, Żądni Szwabów, byliśmy mięsem armatnim, I tym jesteś gdy jesteś żołnierzem, Usłyszałem jak mój przyjaciel krzyknął, i padł na kolana, Kaszląc krwią gdy wołał swoją matkę, I upadłem u jego boku i tak umarliśmy, Lgnąc do siebie jak dzieci, I leżałem w błocie i flakach i krwi, I szlochałem gdy jego ciało stygło, I wzywałem matkę i nigdy nie przyszła, Choć to nie przeze mnie i nie ja byłem winien, Nie minęło pół dnia i dziesięć tysięcy zgładzonych, I nikt już nie pamięta naszych imion, I tak to jest z żołnierzami...

muzyka i tekst: Motorhead, Lemmy Kilmister
1916
tłumaczenie: tekstowo.pl


Sonet LXVI

W śmierć jak w sen odejść pragnę, znużony tym wszystkim:
Tym, jak rzadko zasługę nagradza zapłata,
Jak miernota się stroi i raduje zyskiem,
Jak czystą ufność krzywdzi wiarołomstwo świata,

Znużony - odejść pragnę; lecz chęć w sobie dławię:
Jeśli umrę, sam na sam
ze światem cie zostawię.

Jak hańba blask honoru rychło brudem maże,
Jak żądza na złą drogę dziewiczość sprowadza,
Jak zacność bezskutecznie odpiera potwarze,
Jak moc pospólną trwoni nieudolna władza,
Jak sztuce zatykają usta jej wrogowie,
Jak naukę w pacht biorą ignorantów stada,
Jak prostą prawdomówność głupotą się zowie,
Jak dobro złu na sługę najwyżej się nada.

Znużony - odejść pragnę; lecz chęć w sobie dławię:
Jeśli umrę, sam na sam
ze światem cie zostawię.

William Shakespeare Sonet LXVI 
tłumaczenie: Stanisław Barańczak 
muzyka: Stanisław Sojka

Świat

Muszę wyjrzeć za okno, żeby na niego nie patrzeć. Dziwne, wydaje mi się, że teraz słońce stało się czerwone, jak wtedy, kiedy jechałem w tamtą stronę. Mam to gdzieś; mogłoby być nawet pięć czy sześć czerwonych słońc, i tak w niczym by to nie zmieniło biegu moich myśli. Nie lubię tego świata. Zdecydowanie go nie lubię. Społeczeństwo, w którym żyję, napawa mnie wstrętem; reklamy przyprawiają mnie o mdłości; informatyka sprawia, że chce mi się wymiotować. Cała moja praca polega na mnożeniu informacji, zestawień, kryteriów racjonalnych decyzji. To nie ma najmniejszego sensu. Szczerze mówiąc, jest to działanie raczej negatywne; bezużyteczne przeciążanie neuronów. Ten świat potrzebuje wszystkiego, tylko nie dodatkowych informacji.

Michel Houellebecq
Poszerzenie pola walki


Bogowie schodzą ze sceny

Co to jest, co stoi przede mną?
Postać w czerni wskazuje na mnie,
Odwróć się szybko i biec zacznij,
Odkryj, że ja jestem wybrańcem.
O, nie!

Duża czarna postać o ognistych oczach,
Mówiąca ludziom o ich pragnienich.
Szatan siedzi tam, z uśmiechem na ustach,
Patrzy, jak płomienie wznoszą się coraz wyżej.
O, nie, nie, proszę Boże pomóż mi!

To już jest koniec, mój przyjacielu
Szatan wychodzi już zza zakrętu,
Ludzie biegną, ogarnięci lękiem,
Ludzie uciekajcie i bądźcie czujni.
Nie! Nie! Proszę! Nie!

Geezer Butler, Ozzy Osbourne (Black Sabbath)
tłum. tekstowo.pl

Dokument

Nigdy do końca nie zrozumiałem, dlaczego zrezygnował, bo w trakcie pracy angażował się całkowicie, ewidentnie miała ona dla niego sens. Zwykle uzasadniał to twierdzeniem, że dokumentaryzm jest kłamstwem. Nie dlatego że to, co dokumentalne, zawsze jest subiektywne i nigdy nie jest prawdą w żadnym obiektywnym rozumieniu tego słowa, tak jak ja bym myślał o prawdzie – nie, jego argument dotyczył bytu, miał charakter egzystencjalny i polegał na twierdzeniu, że wszelkie zdarzenia nie tylko są fragmentem czasu, lecz że jest to ich cechą istotną. Wszystko bowiem pojawia się i znika, aby już nigdy więcej nie powrócić, nic się nie powtarza i niczego nie da się uchwycić, bo nawet jeśli się da, jest to już czymś innym.

Karl Ove Knausgard
Gwiazda poranna



Toksyczne mity

Pandemia pokazała, że nie żaden rozwój osobisty, „zarządzanie sobą”, „kreowanie kariery”, przepracowywanie prywatnej historii, pozytywne myślenie, otwieranie czakramów, żelazna wola, determinacja i chęć szczera – oraz podobne mniej lub bardziej toksyczne mity – są czymś, co decyduje o naszym położeniu w świecie. Przeciwnie, decydują o nim w ogromnym stopniu czynniki zupełnie od nas niezależne. System polityczny i ekonomiczny, jakość instytucji społecznych – tych fortyfikacji wznoszonych przeciw siłom rozkładu działającym tak na zewnątrz, jak i wewnątrz nas – relacje z innymi. A wreszcie – sama substancja naszych ciał, które można wprawdzie hartować i wytrawiać za pomocą diet oraz ćwiczeń fizycznych, ale które prędzej czy później i tak przestaną funkcjonować. Wydaje się, że dopiero uznanie tej bezradności i zależności, dopiero porzucenie tych wszystkich buńczucznych opowieści o ludzkim życiu jako dumnym pochodzie samostanowiącego się herosa przez świat – może nam pozwolić na przetrwanie. Dopiero bowiem, kiedy upadnie ten mit, ta szkodliwa iluzja, która ostatecznie niszczy prawie każdego, kto jej ulega – możliwa staje się solidarność. Możliwe stają się wzajemna pomoc, uważność, czułość.

Tomasz Stawiszyński
Co robić przed końcem świata

Jutro

Ale jutro jest nowy dzień będzie. Przyszłość była jest dzisiaj. Co dziś jest będzie więc jutro, jak dziś było będzie przeszłością wczoraj.

James Joyce
Ulisses

Cisza

Dawno temu nad brzegiem morza znalazła biały otoczak. Wytarła go z piasku i włożyła do kieszeni w spodniach, a po powrocie do domu schowała do szuflady. Wygładzony przez fale okrągły kamień. Myślała, że przez jego biel można zobaczyć jego wnętrze, ale nie był aż tak przezroczysty (w rzeczywistości był to zwykły biały kamień). Wyciągała go czasem i kładła na dłoni. Przychodziło jej wtedy do głowy, że taka byłaby w dotyku cisza, gdyby ją można było zagęścić i ścieśnić.

Han Kang
Biała elegia

Czas

Tylko czas płynął, choć jego bieg nie był jednakowy. Jak rzeka raz płynął wartko, innym razem powoli, a w pewnych miejscach wręcz przystawał. Czas kosmiczny jest zawsze ten sam, lecz dla każdego człowieka oznacza co innego. Płynie niezmiennie dla wszystkich istnień, ale każdy przemieszcza się w nim inaczej.

Yasunari Kawabata
Piękno i smutek

Przed snem

Pijąc powoli jedną puszkę piwa lub w przypadku sake – jedną szklankę, nauczyłam się uwalniać od samej siebie. Pierwszy łyk piwa czy sake zawsze mi smakował, ale natychmiast czułam ból głowy. Jeśli jednak zmusiłam się żeby wypić więcej ból przechodził. To trochę dziwne. Ręce i nogi stawały się ciężkie, ale czułam lekkość w innych częściach ciała i przejaśniało mi się w głowie. Nie zapominałam zupełnie o swoich problemach, ale one jakby się ode mnie oddalały. Rozluźniałam się, między mną a różnymi sprawami pojawiała się szyba, dzięki której były mi one obojętne. Moje własne myśli wydawały mi się myślami innego człowieka jakby granice mojej samoświadomości stały się zbyt cienkie i przepuszczały pewne rzeczy na zewnątrz. Nie musiałam już spuszczać głowy. A czasami czułam się nawet przyjemnie. Zaczęłam pić alkohol przed snem po skończeniu pracy.

Mieko Kawakami
Wszyscy zakochani nocą

Reinkarnacja

Szli długo, a on nie czuł najmniejszego zmęczenia. Jesienne liście wyściełały aleję coraz grubszą, coraz piękniejszą warstwą; w końcu zatrzymali się i usiedli pod drzewem. To nie jest jeszcze pora na umieranie, pomyślał Paul, kolory wokół nich są zbyt ciepłe, zbyt olśniewające, trzeba poczekać, aż liście zaczną tracić barwę, pokrywać się błotem, aż będzie zimniej, aż wczesnym rankiem zacznie się czuć w powietrzu zalążki długiego zimowego mrozu, ale to wszystko nastąpi dopiero za kilka tygodni, może kilka dni, i wtedy nadejdzie moment pożegnania. Myśli pociągnęły go daleko poza rzeczywistość i mimowolnie zapytał Prudence: – Czy będziesz gotowa, kochanie? Nie okazując najmniejszego zaskoczenia, odwróciła się w jego stronę, kiwnęła głową i uśmiechnęła się; był to tak dziwny uśmiech, że Paulowi zakręciło się w głowie, a ona powiedziała łagodnym tonem: – Nie przejmuj się, najdroższy, nie będziesz musiał długo na mnie czekać. Przez chwilę zastanawiał się, czy ona nie bredzi, po czym nagle zrozumiał. Od dawna nie rozmawiali o reinkarnacji, ale ona chyba nadal w nią wierzyła, teraz nawet bardziej niż kiedykolwiek. Doskonale pamiętał zasadniczą ideę, którą kiedyś mu wyłożyła: po śmierci jego dusza przez jakiś czas będzie się unosić w nieokreślonej przestrzeni, po czym wejdzie w nowe ciało. W jego życiu nie było żadnych szczególnych zasług ani przewinień, nie miał zbyt wiele okazji, by czynić dobro ani by czynić zło; z perspektywy duchowej jego pozycja niewiele się zmieniła, prawdopodobnie pojawi się więc na nowo jako istota ludzka, a płód będzie zapewne rodzaju męskiego. Nieco później to samo nastąpi z Prudence, tyle że ona narodzi się jako kobieta; zazwyczaj prawa karmy uwzględniają podział świata na dwie zasady. A potem się odnajdą, to nowe wcielenie będzie nie tylko nową szansą ich indywidualnego rozwoju duchowego, ale również rozwoju ich miłości. W głębi duszy rozpoznają się i znowu pokochają, choć nie będą pamiętać swojego poprzedniego życia; tylko niewielka część sannjasinów potrafi, według niektórych autorów, przypomnieć sobie swoje poprzednie inkarnacje, ale w to akurat Prudence wątpiła. Jeśli jednak w ich przyszłym wcieleniu los znowu ich ze sobą zetknie, w pewien jesienny dzień, w alejkach lasu państwowego w Compiègne, przeszyje ich ten dziwny dreszcz, który nazywamy déjà vu. I będzie się to powtarzać przez następne wcielenia, może dziesiątki kolejnych wcieleń, zanim zdołają opuścić cykl samsarycznej egzystencji i przejść na drugi brzeg, brzeg iluminacji, wiecznego połączenia z duszą świata, nirwany. Tak długą i trudną drogę lepiej przejść we dwoje. Prudence oparła głowę o jego ramię i pogrążyła się w rozmarzeniu, w każdym razie w niemyśleniu o niczym; wkrótce miała zapaść noc, zaczynało się robić chłodno. Wtuliła się w niego i zapytała, a może powiedziała, nie był pewien, czy to jest pytanie: – Nie byliśmy stworzeni do życia, prawda? Była to smutna myśl i Paul czuł, że Prudence jest bliska płaczu. Może w sumie ludzie mają rację, pomyślał, może nie ma dla nich dwojga miejsca w rzeczywistości, przez którą tylko przeszli w przerażającym niezrozumieniu. Lecz mieli szczęście, wiele szczęścia. Większość ludzi pokonuje tę drogę od początku do końca w samotności. – Nie sądzę, by było w naszej mocy cokolwiek zmienić – powiedział wreszcie. Zawiał lodowaty wiatr, a on mocno ją przytulił. – Nie, najdroższy. – Patrzyła mu prosto w oczy, lekko uśmiechnięta, ale na jej twarzy lśniły łzy. – Potrzebowalibyśmy naprawdę cudownych kłamstw.

Michel Houellebecq
Unicestwianie

Milczenie

Oddanie się boskości, rezygnacja z samego siebie – znamy to przecież z wszystkich religii – zostały opracowane schematy, w jaki sposób należy to robić, z modlitwami, liturgiami i medytacjami, ale mnie to nigdy nie interesowało, wyglądało mi to na prymitywną sugestię, sztuczkę stosowaną przez Kościoły niskie. Oddanie Kierkegaarda miało jednak inny charakter. Owo milczenie, w którym miałeś zapomnieć o sobie, przypominało milczenie lilii i ptaka – to one miały być naszymi mistrzami – lecz również milczenie lasu i milczenie morza. Kierkegaard napisał, że morze, nawet jeśli się burzy i huczy, to milczy, a gdy to czytałem, morze burzyło się i huczało niedaleko mnie. Nawet jeżeli las szumi – pisał – to milczy, a ja słyszałem szum lasu i milczenie zawarte w tym szumie. Czułem to milczenie, na jego tle mój wewnętrzny hałas stawał się taki wyraźny. Gdy przebywałem z innymi ludźmi, nie słyszałem go, bo wówczas hałas panował wszędzie, spowodowany wolą innych, ich planami, ambicjami, poszukiwaniem rozkoszy, lecz gdy byłem tutaj, wśród tego milczenia, słyszałem go. W niezwykły sposób to, co czytałem, pasowało do tego, kim byłem. Czytałem o huku morza wśród huku morza, czytałem o szumie lasu wśród szumu lasu, a gdy przeczytałem, że modlitwa to nie mowa, lecz milczenie, ponieważ jedynie w milczeniu może przyjść Królestwo Boże, Królestwo Boże nadeszło. Królestwem Bożym była chwila. Drzewa, las, morze, lilie, ptaki – one zawsze żyły chwilą. Nie istniała dla nich żadna przyszłość ani żadna przeszłość. Nie istniały też lęk ani strach.

Karl Ove Knausgard
Gwiazda poranna

Ostatni rejs

Zapada cisza, i ja też zdejmuję z ramienia torbę, i kładę ją na sąsiednim krześle, i rozglądam się po innych w Gospodzie, siedzą ze swoimi piwami i papierosami, które są ich kruchą ochroną przed światem, siedzą, przytrzymując się papierosa i szklanki z piwem, a morze w nich jest ogromne, i podczas sztormu, i podczas ciszy morskiej, kiedy tak siedzą i czekają na następny i ostatni rejs, w jaki się wyprawią, ten, który nigdy się nie skończy, ten, z którego nigdy nie wrócą do domu, a strachu nie czują, będzie, co ma być, bo chyba jest w tym jakiś sens, tak, Pan Bóg musi mieć w tym swój cel, myślą, bo On pisze prosto po krzywych liniach, myślą, a przynajmniej myślą, że dobry Bóg gdzieś jest, a linie wykrzywia diabeł, myślą i mocniej ściskają papierosa i szklankę z piwem, w duchu odmawiając bez jednego słowa cichą modlitwę, modlitwę będącą raczej rzutem oka na to morze, które mają w sobie, lecz ta modlitwa rozciąga się tak daleko, jak sięga wzrok patrzący na morze, modlitwa bez słów, bo słowa zostały na brzegu, a myślą pewnie, że również dla takich jak oni istnieje jakiś port, potem czują jakby ukłucie strachu, a wtedy podnoszą szklankę z piwem i smak piwa, ten stary dobry smak, daje im poczucie bezpieczeństwa, myślę i widzę, że Asle podnosi swoją szklankę i wypija łyk.

Jon Fosse
Drugie imię, Septologia I–II

Ojciec i Syn

Ta kretyńsko redukcjonistyczna wizja amerykańskich socjobiologów, o dziwo, potwierdzała starą amerykańską koncepcję dotyczącą dzieciństwa, o której istnieniu nadal zaświadczała współczesna powieść amerykańska: o ile relacje zawodowe, przyjacielskie i miłosne były tam odmalowane w sposób odrażająco cyniczny, o tyle relacje z dziećmi wyglądały jak jakaś zaczarowana przestrzeń, magiczna wysepka na oceanie egoizmu; dawało się to ostatecznie zrozumieć w przypadku niemowlaków, które w ciągu sekundy przenoszą człowieka z raju, kiedy swoje miękkie ciałko wtulają mu w ramię, do piekła ataków bezprzedmiotowej złości, kiedy zaczynają pokazywać swoją naturę dominujących tyranów. Dziecko ośmioletnie, już wyświęcone na partnera w partii baseballu, ale jeszcze uroczy berbeć, ma pewien wdzięk, lecz, jak doskonale wiemy, sprawy szybko się psują. Miłość rodziców do dzieci jest czymś potwierdzonym, to rodzaj zjawiska naturalnego, zwłaszcza u kobiet, jednak dzieci nigdy nie odpowiadają na tę miłość ani nie są jej godne, miłość dzieci do rodziców jest absolutnie wbrew naturze. Gdyby nieszczęśliwym przypadkiem mieli z Prudence dziecko, pomyślał Paul, nie byłoby cienia szansy, żeby się ponownie odnaleźli. Osiągając wiek nastoletni, każde dziecko wyznacza sobie za cel zniszczenie pary, którą tworzą jego rodzice, zwłaszcza w wymiarze seksualnym; dziecko nie może znieść, że jego rodzice prowadzą jakąkolwiek aktywność seksualną, szczególnie między sobą; logicznie uważa, że skoro już się urodziło, ich aktywność seksualna nie ma żadnej racji bytu, stanowiąc tylko wstrętny nałóg pary starców. Nie tak nauczał Freud, ale Freud w ogóle mało co rozumiał. Zniszczywszy rodziców jako parę, dziecko stara się ich zniszczyć indywidualnie, a samo ogranicza się do czekania na ich śmierć, żeby dostać spadek, co świetnie pokazuje dziewiętnastowieczna realistyczna literatura francuska. Trzeba się tylko cieszyć, jeśli dziecko nie próbuje przyśpieszyć tego zdarzenia jak u Maupassanta, który niczego nie wymyślał, normandzkich chłopów znał lepiej niż ktokolwiek inny. No cóż, z dziećmi zazwyczaj tak bywa.

Michel Houellebecq
Unicestwianie

Katolicyzm

Pan Bloom wyciągnął szyję, aby uchwycić słowa. Po angielsku. Rzuca im kość. Trochę pamiętam. Jak dawno byłeś po raz ostatni na mszy? Gloria i niepokalana dziewica. Józef, jej małżonek. Piotr i Paweł. Byłoby bardziej interesujące, gdybym wiedział, co to wszystko znaczy. Na pewno cudownie zorganizowane, idzie jak w zegarku. Spowiedź. Każdy chce. A więc wyznam ci wszystko. Pokuta. Ukarz mnie, proszę. Potężny oręż w ich rękach. Więcej niż doktor albo adwokat. Kobieta koniecznie chce, żeby. I ja szszszszszsz. A czy ty szaszaszaszasza. A dlaczego? Spogląda w dół na swą obrączkę, by znaleźć wymówkę. Rozszeptane ściany mają uszy. Ale mąż zdumiony pozna grzechy żony. Mały żarcik Pana Boga. Potem odchodzi. Powierzchowna pokuta. Najmilszy wstyd. Modli się przy ołtarzu. Zdrowaś Mario i Święta Mario. Kwiaty, kadzidło i topniejące świece. Ukrywa swe rumieńce. Armia Zbawienia to jaskrawe krzykliwe naśladownictwo. Nawrócona prostytutka przemówi do zebrania. Jak odnalazłam Pana. Tęgie głowy muszą mieć ci faceci w Rzymie: dyrygują całym przedstawieniem. A czy nie zgarniają pieniędzy? Także zapisy: dla ks. prob., aby dysponował według uznania. Msze śpiewane za spokój mojej duszy. Klasztory i zakony. Ksiądz na ławie świadków podczas sprawy spadkowej Fermanagha. Nie dał się zakrzyczeć. Miał na wszystko gotową odpowiedź. Wolność i wywyższenie naszej świętej matki Kościoła. Doktorowie Kościoła: zaplanowali szczegółowo całą tę teologię.

James Joyce
Ulisses